glupifiut blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2004

M-commerce

2 komentarzy

z przedmiotu M-commerce nie mam ani egzaminu połówkowego ani końcowego, zamiast tego mam wymyśleć i zaprojektować nową, nieistniejącą usługę. w ogóle ostatnio nie oglądałem tv, a dziś szczęka mi opadła gdy zobaczyłem jedną reklamę. siedzi sobie dziewczyna w kabriolecie, z głośnika radia samochodowego leci sobie piosenka. przechodzi obok niej koleś i zatrzymuje się zaintrygowany, wyciąga komórkę i namierza w stronę panienki. dziewczyna uśmiecha się żeby wyjść ładnie na zdjęciu a koleś ze skupieniem patrzy na wyświetlacz w komórce. po chwili kamera pokazuje co się dzieje na wyświetlaczu: odpaliła się strona i wyświetlił się tytuł piosenki, wykonawca i link do ściągnięcia MP3. Koleś uśmiecha się i nie spojrzawszy na dziewczynę chowa komórkę i odchodzi.

miałem już pomysł na swój orginalny mobile service. okazało się General Motors od pewnego czasu jednak już wyposaża wszystkie auta w GPS i można znaleźć kradzione auto. jak tutaj wymyśleć coś nowego w kraju, w którym wszystko jest kilkanaście lat do przodu nie tylko w stosunku do Polski, ale w stosunku do całej bogatej Europy. tutaj przez komórkę się sprawdza kiedy odjeżdza ostatnie metro, płaci za papierosy w kiosku, nagrywa krótkie filmy i odtwarza muzykę i robi się zdjęcia o rozdzielczości 3 mln pikseli, z zoomem…. jeśli ktoś ma pomysł co mógłbym nowego zaproponować, proszę o komentarz.

London SW10

2 komentarzy

na świecie jest tylko kilka takich miejsc. nie rozgryzłem do dziś tego czy Chelsea jest takim szczególnym miejscem dlatego że jest tak droga, czy czy jest tam tak drogo, bo to miejsce jest szczególne. najlepsze kluby dla najbogatszych ludzi i najlepsze sklepy a przy tym atmosfera małego miasteczka z którego wcale nie chce się wyrwać. to nie snobizm, bo ci ludzie są snobami tylko w oczach tych, których nie stać na to, żeby tam przebywać czy mieszkać. tam normalność mierzy się w innej skali. na szczęście nie są to miejsca tak hermetyczne jak się mogłoby wydawać. Chelsea polubiłem z czasem, tak jak polubiłem osobę z którą tam mieszkałem i z którą planowaliśmy być tam szczęśliwi jeszcze długie lata. nie wyszło, ale nie szkodzi, w życiu liczą się nie tylko dekoracje, ważne również z kim się wśród nich przebywa.

od roku (odkąd tu mieszkam) nie dotarłem ani razu do tutejszej oazy dla wyższych sfer. dziś dopiero powód żeby tam trafić sam się dostarczył. i może to kwestia tego, że była super pogoda, że humor mi dopisywał, a może to widok 4 piętrowego sklepu Dolce&Gabana przy głównej ulicy, a może po prostu dobrze ubrani ludzie którzy nie charczą i nie plują flegmą na ulicy, coś napewno sprawiło że poczułem się tam strasznie miło. jeszcze zajmie mi kilka lat zanim będę w stanie usunąć się na zawsze ze świata gdzie ludzie są gburowaci, brudni i ordynarni, ale stanowczo wiem że się nie zmieniłem ani trochę w swoich oczekiwaniach co do życia od ostatnich 3 lat.

myślcie sobie że jestem pusty;) w życiu osobistym można się związać z kim się chce, jednak na jakość życia składają się też przechodnie, sąsiedzi, kelnerzy czy urzędnicy. ja już mam z kim dzielić najbardziej osobiste sprawy, pozostało mi więc tylko zadbać o wygodne urządzenie reszty naszego życia. może być Chelsea, a może być Apgujong, nie ma znaczenia. małe miasteczko blisko centrum wielkiej metropolii, gdzie prostactwo nie dociera a chamstwo jest, jeśli już, bardziej wyrafinowane.

present01.jpg

single

1 komentarz

czy ja potrafilbym być singlem? zawsze kogoś miałem od dobrych 7 czy 8 lat. nigdy nie potrzebowałem ani miłości ani poczucia bezpieczeństwa ani nic nie potrzebowałem sobie udowadniać. wszystkie przelotne i trwałe miłości miały zapewnić mi przede wszystkim zajęcie, towarzystwo i rozrywkę.

miłość i te wszystkie inne rzeczy związane z dojrzałym związkiem w końcu same się pojawiły jakiś czas temu. tylko na razie musimy mieszkać daleko od siebie, a mi brakuje tego zwyczajnego „chodzenia ze sobą” dla towarzystwa i rozrywki. oczywiście na miejscu można to znaleźć bez większego problemu. tylko jak to rozegrać żeby nikt nie poczuł się zraniony?

niektórzy potępiają poligamię a inni zazdroszczą mi tego. a tak naprawdę, to strasznie skomplikowane, trudne i czasami męczące.

present04.jpg

wczoraj po raz drugi zobaczyłem ten film. zupełnie nic nie stracił przy drugim objerzeniu :) Azja wciąż jest dziwna, obca, piękna i bezpieczna.

zapisałem się do szkoły językowej. nie jest chyba ze mną najgorzej bo zakwalifikowano mnie na poziom 2 (najwyższy poziom to 6). 10 godzin tygodniowo do końca roku. i oczywiście 4.5 godziny języka na uczelni. oraz 15 godzin normalnych zajęć po angielsku. musiałem z czegoś zrezygnować i wybór padł na basen. mój kolega który jest trenerem i tak nie prowadzi już porannych zajęć, tylko popołudniowe. za to kończy pracę wtedy kiedy ja lekcje, więc możemy razem chodzić na piwo a nie na śniadanie.

oprócz tego jeszcze coś fajnego się wydarzyło, ale o tym powiem tylko niektórym osobom :)

present02.jpg

z rana jak tylko odpaliłem kompa wszystkie messengery zasypały mnie propozycjami spotkań. misternie ułożony plan szlag trafił, kiedy na środku skrzyżowania moj rower złapał gumę. szaleni kierowcy roztrąbili się, a ja musiałem prowadzić rower pieszo do warsztatu, żeby mi dętke załatali. spóźniłem się na umówioną wideokonferencję, a reszta planów posypała się jak domino. nikt nie za bardzo mogł czekać bo chyba każdy żyje tak samo intensywnie, że nie ma czasu na spóźnienia i przekładania.

dziś moj uniwersytet walczył dzielnie w potyczkach sportowych z innym uniwersytetem. olałem to wielkie wydarzenie, ale pokażę zdjęcie z zeszłego roku. przykład tego jak w Azji Dalekiego Wschodu ważna jest grupa i jak nie potrzebna jest jednostka. człowiek jest tylko trybikiem społeczeństwa, częścią grupy albo tłumu. ludzie tutaj zupełnie akceptują, że nie mogą być indywidualistami i że nie mogą robić co chcą. dziwne dla nas, ale z drugiej strony w tak przeludnionych krajach jakby każdy zaczął wyrażać swoją indywidualność, to życie byłoby uciążliwe.

games1.jpggames2.jpggames3.jpg

1) polowa stadionu olimpjskiego ubrana w niebieskie koszulki (kibicują jednemu uniwersytetowi), polowa w czerwone.
2) miasto wygląda całkiem fajnie jak się człowiek wdrapie na samą górę stadionu
3) a po rozgrywkach, wszyscy wychodzą na ulicę i w pociągu wspolnie się cieszą, śpiewają i piją alkohol.
PS: zeszłoroczne zdjęcia robione przez A.S.

z mojej czekającej na realizację listy zakupów mogę skreślić budzik. w azjatyckkich krajach nnie ma obijania się jak w naszej opływającej w dobrobyt Polsce. zaczynają budować bladym świtem, kończą w nocy i pracują w soboty i w niedziele. dziś obudzili mnie o 7:15.

i niestety nie ominie mnie przyjemność odwiedzenia tutejszego dentysty :( ząbek mądrości: zupełnie nie boli ale spuchło mi dziąsło wokól niego. boję się że jest martwy, więc wolę się oddać w ręce znachorów dalekowschodnich zanim zacznie mi śmierdzieć z pyska jak tutejszym mężczyznom w kwiecie wieku.
present02.jpg

…pierwsza prezentacja w tym semestrze. startuje jako pierwszy w grupie bo mam już dość tych prezentacji i w ogóle szkoły, chce mieć to z głowy i cześć. godzinę temu spłodziłem 22 slajdy i nawet nie chce mi się wstawiać żadnych animacji. jutro 20 minut wstydu i po sprawie. a za chwilkę, nocna przejażdżka po mieście. na razie daleko nie pojade bo nie mam mapy miasta (jedynie plan metra). a ulice tutaj nie zawsze mają nazwy, hehe ;)
present06.jpg

Rower

1 komentarz
dziś kupiłem rower, nowiutki, pomarańczowy i bardzo sexy… do niego kupilem zapięcie i czerwoną migającą lampkę, którą przypinam sobie do kieszeni na pupie i śmigam po mieście.

a jazda po zatłoczonych ulicach kilkunastomilionowego miasta to totalny odjazd. korki, hałas, wrzeszczący policjanci kierujący ruchem, zniecierpliwieni kierowcy pchający się chcąc jak najszybciej zająć skrawek wolnego asfaltu, neony na tle zachodzącego słońca i rozgrzane powietrze buchające z rozgrzanej upałem jezdni. adrenalina i zupełny odlot.

to jest pierwszym nowy rower, jaki zdarzył mi się od pierwszej komunii. w Nowym Jorku kupiłem używany od bezdomnego, a potem znalazłem inny, bezpański na ulicy w East Village. we Francji też najpierw jeden znalazłem porzucony na pustkowiu, a drugi kupiłem od kolegi. tym razem w końcu mam sprawne hamulce i zupełnie nie jestem z tym oswojony. dziś gwałtownie zahamowałem przednim hamulcem i sam nie wiedziałem że jestem takim zręcznym rowerzystą: poleciałem do przodu, ale zamiast rozbić sobie głowę, rękami odbiłem się od kierownicy i zrobiłem coś w rodzaju skoku przez kozła. na ziemi wylądowałem na stopach a rower dopiero za mną przekoziołkował. do końca manewru nie straciłem równowagi, ale kierowca który za mną jechał chyba się przejął, bo nie chciał ruszyć dopóki się nie upewnił, że ze mną wszystko dobrze. a ja się tylko wystraszyłem, bo manewr był iście akrobatyczny. ale wykonany po mistrzowsku!

od tej pory porzucam metro, które z z resztą podrożało. tym lepiej że podrożało, bo szybciej zwróci mi się inwestycja ;)
present13.jpg

Pierwsze kroki

1 komentarz

udało mi się wstawić pierwszy obrazek do bloga, na razie na strone główną. nawet z prawami autorskimi nie ma problemu, pewien artysta podarował mi je. obrazki mi się bardzo podobają, a ponadto pasują do kraju w którym teraz mieszkam.
present12.jpg

po polsku: Zakochany bez pamięci, oglądałem niedawno. Oprócz tego po 4 latach znowu czytam „Księgę śmiechu i zapomnienia” Kundery. Zakładam bloga bo życie biegnie zbyt intensywnie, by się w tym wszystkim połapać. Mam nadzieję, że za kilka lat zdjęcia jakie tutaj umieszczę i komentarze jakie otrzymam naprowadzą moją słabą pamięć na właściwe tory.

Tymczasem jednak muszę się nauczyć htmla i pozbierać fajne zdjęcia.
present11.jpg


  • RSS