glupifiut blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2004

zabawa trwa

1 komentarz

to będzie takie przemyślenie jakie można się zdobyć o 4 rano w sobote po spalonym 5 joincie. a wlasciwie zapowiedź, że chyba muszę coś przemyśleć. Nie wiem jak to się dzieje, ale po raz kolejny mam wrażenie że nie potrafię zapanować nad swoim życiem. Za dużo godzin w szkole, za dużo lekcji poza szkołą, za dużo ambicji. Chciałem wszystko załatwić jak najsprawniej i przejść do kolejnych etapów życia. A efekt jest taki że muszę nauczyć się tu i tam, odrobić lekcje, spotkać nowych ludzi, zadbać o starych przyjaciół, o regularność kontaktów z „sensem mojego życia”, zjeść, wypić, zrobić pranie, przyszyć guzik, ćwiczyć i rozwinąć ten mięsień i drugi, i zrobić renowację kratki na brzuchu, odrobić lekcje itd itd. Każdą rzecz robie z połową należytej sumienności. A do tego, jak zwykle nie mam kasy i całą wypłata jest już rozdysponowana. Jak to się dzieje, że ludzie którzy utrzymują się za tyle samo co ja i zawsze mają kasę. A ja nawet nie potrafię wskazać na co konktretnie rozchodzą się moje pieniądze. Na spłacanie wydatków z poprzedniego miesiąca, to chyba najtrafniejsza odpowiedź.

Wczoraj zabalowałem z piękną sąsiadką całą noc. Dziś wstaliśmy o 15, wygrzebaliśmy się łóżek (każdy ze swojego) ok 19, z domu ok 20:30, na śniadanie poszliśmy do Mc Donalda, a potem joint za jointem. Najpierw w DVDroomie 6 odcinków SATC, potem w domu niezliczona ilość odcinków AbFab. A za 4 godziny spotkanie z moim ukochanym profesorem, który publicznie wydarł na mnie swoją paskudną mordę. Coraz bardziej mam przesrane, niestety. Najpierw zapowiedział, że będzie nam przedłużał semestr tyle ile zechce (tzn nie wystawi stopni do świąt). Potem rozwrzeszczał się na mnie i koleżankę, a potem już tylko na mnie, bo coś tam powiedziałem, co go uraziło (mam świadków, wiem co powiedziałem). A potem jeszcze przysłał tej koleżance maila z zaproszeniem jej, mnie i jeszcze jednego kolesia na kolację. Przez te jego groźby po prostu przełożę nurkowanie na luty i nie będę się przejmował, czy łaskawie zaliczy mi na czas przedmiot czy nie. Ale i tak facet psuje mi jakość życia.
Jutro muszę rano go spotkać (niedziela, 9 rano!!!) i zaprezentować owoce mojej dotychczasowej pracy na temat m-commerce’u. Ha! I potem będę się z nim spotykał aż do czwartku codziennie. Mam z nim 2 przedmioty. Wrrrr.

Zmęczony jestem a jutro trudne wstawanie mnie czeka. Szkoda bo bym jeszcze popisał…

ha ha ha ha ha

Brak komentarzy

jestem już oficjalnie jeszcze starszą dupą i udało się bez szumu i bez kretyńskich ceremonii. prawie nikt nie zauważył że się postarzałem :) moje dwie najukochańsze sąsiadki kupiły mi okrągłe lustro w kształcie kwiatka z plastikowymi czerwonymi płatkami dookoła. I do tego męską maseczkę do twarzy. Ale dzielnie udawały że nie ma żadnych urodzin do samej północy. Strasznie dawny kolega z Francji, który nie ma mowy żeby wiedział o tym że mam urodziny wysłał mi (i wszystkim innym na świecie) klip pod tytułem happy birthday. Siedzi facio w swoim boksie w biurze, kamerka nagrywa wszystko z ukrycia. Facio wstaje, przeciąga się, odwraca się do ściany. W tym czasie do boksu zakradają się najciszej jak się da koledzy z pracy z tortem i z prezentami. Facio cały czas buzią do ściany przeciąga się jeszcze raz i puszcza mega głośnego bąka. Odwraca się a tu niespodzianka. Cisza po obu stronach. Nieśmiało osoba z tortem zaczyna śpiewać „100 lat”, nieśmiało dołączają pozostałe głosy, ale jednocześnie osoba najbliżej drzwi nieśmiało ucieka z boksu, a w ślad za nią jeszcze jedna, i reszta patrzy jak oni uciekają i też chcą uciec, ale tylko patrzą tęsknię w stronę wyjścia a piosenka urodzinowa zupełnie się nie klei.

Wszyscy którzy zamierzają sobie robić żarty z mojego wieku, niech się liczą z tym, że tak samo ich potraktuję!!!

A poza tym, nie jest wcale źle. Dziś byłem na siłowni, wszędzie dookoła lustra: na prawde nie mam czym się martwić. Jestem całkiem przyzwoicie ustawiony na najbliższe lata zawodowo, finansowo, i uczuciowo. I z czasem będę jeszcze lepiej ustawiony, jeszcze lepiej umięśniony, i jeszcze bardziej zadowolony z siebie. No cóż, jedynie nie urosnę już więcej, ale dopóki mieszkam w Azji, nie ma to znaczenia :P

piątek wieczór

1 komentarz

miałem dziś jeść żywą ośmiornicę a potem bzykac najfajniejsze ciałko w tym mieście. najfajniejsze ciałko niestety odwołało spotkanie i przełożyło na wtorek. inne ciałko (które mi już trochę spowszedniało) dziś już jest zajęte, ale powiedziało, że jak się wcześnie wyrobi, to zadzwoni wieczorem. Już dziesiąta, a ja zjadłem 3 hamburgery z McDonalda, wypiłem ponad litr Pepsi i obejrzałem 2 filmy w TV. Chyba w przededniu wejścia w kolejne ćwierćwiecze doświadczam powoli co to znaczy być starym i brzydkim. Młode i pulchne dupy olewają podstarzałych kolesiów.

Starość jest smutna i jak już będzie źle, nie będę się wahał żeby odwiedzić tę klinikę dermatologiczną, która wyleczyła mi oparzenie. Robią tam zastrzyki z botoksu i peelingi chemiczne. Potem wybielanie zębów.

Na pocieszenie, moje ciało trzyma się całkiem całkiem. Właściwie z wiekiem jest coraz fajniejsze. Jak miałem 20 lub 22 lata, nikt nigdy nie mówił mi, że mam fajne ciało. A teraz słyszę to cały czas. Dużo pracy, ale warto. I potem jeszcze muszę zrobić się bogaty. Bo 20 lat i totalny brak kasy brzmi sexy, ale 30 lat i brak kasy to zupełna porażka, nikomu to nie imponuje, a już na pewno nie mi :P

Za kilka dni będę miał 26 lat według zachodnich standardów. Na zachodzie młodość jest najwyższą wartością, a starzy ludzie nadają się do piachu. Tutaj na wschodzie, im starszy człowiek, tym więcej szacunku mu się należy. Wataru mi wyjaśnił o co dokładnie chodzi z tym, ze Western age jest inny niż Asian age. Gdy Azjata się rodzi, od razu ma 1 rok, a w momencie nowego roku księżycowego dostaje kolejny rok. Nowy rok księżycowy wypada jakoś w styczniu. Więc w styczniu 1979 nie byłem wcale 3 miesięcznym bachorem tylko 2-latkiem. A teraz wcale nie są ostatnie chwile gdy mam 25 lat, tylko już od stycznia mam 27. Za 3 miesiące będę miał 28 lat. Jeszcze kilka dni temu mówiłem że mam 25 lat, a za 3 miesiące będę mówił w nowej pracy, że mam 28 lat. Kto to kurcze powstrzyma? To nie fair, tak szybko się zestarzeć.

Źle znoszę urodziny i mam nadzieję, że uda mi się jakoś przeżyć je niezauważenie i bez zamieszania.

a week after

1 komentarz

nie mogłem się zalogowac tutaj przez kilka dni. w sumie niewiele zaszło. oprócz tego, że leń się we mnie obudził. dużo chodziłem na wagary w tym tygodniu. ale koniec tego dobrego.

widziałem zamieszki uliczne i policję z tarczami szturmującą rozwrzeszczaną młodzież. niestety nie wiem o co chodziło. ale nie wyglądało to ani na groźne ani przełomowe wydarzenie.

w szkole robi się gorąco. mam egzaminy, prezentacje i prace domowe. już nie chce mi się studiować.

profesor G zaczął dziś od samego rana opierdalać wszystkich i straszyć że będzie stawiał F na koniec semestru. ja też nie lubie poniedziałków i poranków dlatego zawsze po drodze do szkoły jem szybkie śniadanie w sklepie spożywczym. wtedy jestem mniej agresywny.

na przerwie pogadałem z profesorem o moim pomyśle na mobile service, i zauważyłem że on mnie lubi. a tak się czepiał dotychczas. może jednak jakoś przeżyję?

na innych lekcjach rozmawialiśmy o handlu elektronicznym. dziewczyna z grupy mówiła że wczoraj kupowała szczeniaczka online (takiego mopsa czy jorka z kokardką) i że znany e-shopping mall chciał ok 100 dolarów a ona znalazła identycznego pieska za 30.

cóż, jedni szczeniaczki, inni seks. przy czym seks jest za darmo :P

niewiele się wydarzyło, a jakieś podsumowanie tygodnia się przyda.

1) szkoła językowa jest fajna. uczę się codziennie i widzę efekty już po tygodniu.
2) ulica Jongno od stacji Jongno 3-ga do stacji Sinsoldong stoi przez całą dobę. droga ze szkoły autobusem zajmuje 50 minut. rowerem 20 minut. wczoraj o 22 wieczorem połowę tej trasy przemierzaliśmy taksówką 30 minut. niech mnie nikt nie rozśmiesza tym, że w Wwie są korki. w warszawie można najwyżej stać na światłach.
3) profesor G wkurza mnie do szaleństwa. żałuję że wybrałem aż 2 przedmioty prowadzone przez niego. ma absurdalne oczekiwania co do naszych prac semestralnych, traktuje studentów jak kretynów, wygląda obrzydliwie ze swoim wielkim bebechem i siwymi włochami wyłażącymi z jego czarnej hinduskiej klaty na szyję.
4) poznałem kilku Polaków mieszkających tutaj na miejscu. wykształceni, interesujący, robią super rzeczy i fajnie się z nimi gada. na imprezie pełnej codzoziemnców zebraliśmy się w grupkę, i widać było że jesteśmy najfajniejszym towarzystwem na imprezie. potem wszyscy chcieli iść tam gdzie my. poczułem się dumny z tego że jestem jednym z tego towarzystwa. szkoda że w Polsce nie wszyscy są tacy. gdyby byli to może bym wrócił, hehehe
5) Samantha Jones nie potrzebowałaby wypić 1/3 dużej butelki wódki Belvedere, ale gdyby nie ta butelka, to jestem już prawie jak ona. randka o 3 rano, fuck and go. swoją drogą, kto normalny na dalekim wschodzie ma w domu wódkę Belveder? trafiło mi się, co nie??
6) Japończyk wciąż nie zrobił sobie jedynek. od tygodnia chodzi do dentysty, a ten mu robi wszystkie inne zęby a uszkodzonych na deskorolce zębów przednich nie chce zacząć. pewnie boi się, ze jak zabierze się za jedynki, to chlopak do niego już nigdy nie wróci. a swoją drogą, jak tak można: być wnukiem milionera i 6 lat nie być u dentysty??? Japończyk w ogóle to trochę zaczął być ciężki i męczący (dwudziestolatek z problemami egzystencjalnymi – zgroza). Jednak prof. G (niech go szlag trafi) chce zebym wymyślił dla jakiejś miejscowej firmy strategię wejścia na zagraniczne rynki w regionie Asia-Pacific. a ponieważ o lokalnych firmach trudno znaleźć jakiekolwiek informacje po angielsku, firma dziadka Japonczyka przyda mi się. dlatego będę cierpliwy z dzieciakiem jeszcze trochę.
7) 2 wieczory w karaoke. do mojego repertuaru dołączam piosenkę Bahama Mama :)

szkoła

2 komentarzy

zacząłem chodzić na intensywny kurs językowy. trafiłem do grupy bardziej zaawansowanej niż mnie zakwalifikowano (do mojej grupy zabrakło chętnych). dobrze się stało bo na wyższym poziomie też sobie nieźle radzę. jestem w grupie najmłodszy. oprócz mnie jest tam Australijczyk, Chińczyk, Amerykanka, Kanadyjka, Japonka i dwóch Japończyków i Hindus. sami dorośli ludzie, hehe. ja chyba też jestem dorosły, skoro chodzę do tej klasy. w tym miesiącu skończę 26 lat. koszmar :)

święta, święta

1 komentarz

i po świętach. najważniejsze miejscowe święto trwało dla mnie 9 dni, prawie jak dobry weekend majowy w Polsce. dla pozostałych tylko 5 dni, ale to też chyba nie byle jakie wolne.

całe święta przesiedziałem w mieście, trochę u znajomych, trochę w knajpach. ostatnie 2 dni w łóżku, w nienajgorszym przyznam towarzystwie ;)

z przerażeniem myślę o powrocie do rzeczywistości, szczególnie że tak naprawdę to dopiero się zacznie od jutra. jutro zaczynam intensywny kurs językowy, codziennie po 2 godziny. do tego normalne lekcje, itd.

postanowiłem, że w drugiej połowie grudnia zmywam się do ciepłych krajów. wymyśliłem sobie kurs nurkowania. podobno najtaniej jest w Tajlandii. 3 tygodnie na plaży. o tym zawsze marzyłem i tak właśnie zamierzam zrobić w te święta.


  • RSS