glupifiut blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2004

zakupy

Brak komentarzy

miało być szybko i tanio, wyszło drożej i dłużej. na razie mam tylko prezenty i arystyczną ikebanę z galerii sztuki nowoczesnej (dostałem od koleżanki która prowadzi te galerię), tam służyła za dekorację a mi posłuży za choinkę.

jutro zebranie przypadkowych ludzi, którzy w ciągu 4 dni wszyscy opuszczą ten kraj. ale i tak wszyscy dostaną fajne prezenty. i będzie miło mimo, że nie będziemy w klubie japońskim i nasz kolega, który nas zaprosił, bardzo się obraził przed chwilą, że nie przyjdziemy:(

Zdjęcia

Brak komentarzy

Komentarz do komentarza: mam nie chrzanić o tym, że uaktualnie zdjęcia… Otóż nie chrzanię i od dwóch dni próbuje się już dodzwonić do koleżanki która ma zdjęcia z kilku szalonych imprez i z wycieczki do strefy zdemilitaryzowanej. Na tym blogu będą zdjęcia :)

garfield

1 komentarz

Garfield na samym początku filmu zachwyca się jakie ma super życie :”so much time and so little to do”. Moja zapracowana współlokatorka poprosiła mnie o 2 rzeczy: wysłać maila i kupić kabelek. O obydwu apomniałem. „Typowe”, jak mawia Piotr;) Nic nie mam do roboty i nawet tego malutkiego drobiazgu nie zrobiłem.

Miałem oszczędzać na Wietnam i na długi, które będę musiał niebawem spłacić. Odkąd powziąłem tę decyzję, pieniądze wydaję jeszcze szybciej. Na szczęście Wietnam jest biednym krajem, może przeżyję za marne kilka dolarów.

Jutro muszę kupić prezenty, przynajmniej dla tych, którzy będą tutaj ze mną (resztę zobaczę w Polsce więc mogę oszukać i kupić prezenty później). Jutro też musze kupić dolary, odprowadzić współlokatorkę na samolot (leci w Alpy, fajne ma dziewczyna życie), przyjść w gości na jakieś danie z fasoli (ponoć pycha), spakować się, umówić ze współlokatorką pięknej sąsiadki (swoją drogą też śliczna:) i skopiować zdjęcia z jej aparatu, wstawić zdjęcia do bloga, a przy okazji obgadać jakie dania mamy przygotować na międzynarodową wigilię, gdzie będzie jedna dziewczyna na diecie, jeden wegetarianin który jednak je ryby i owoce morza (ale nie ośmiornice) i jeden niewegetarianin, który jest uczulony na ryby, i jeszcze jedna wegetarianka która sam nie wiem co je a czego nie… i ja moja ukochana sąsiadka (która właściwie niedługo będzie współlokatorką, bo przyszły miesiąc będzie u nas waletować).tylko ja i ona jemy prawie wszystko, przy czym ona nie pije piwa.

A po co to wszystko? Ja jestem zwolennikiem opcji, żebyśmy poszli do klubu na Wigilię. Nasz VIP-kolega (ten od fashion show) dał nam 3 darmowe wejściówki do klubu awangardowo-japońskiego gdzie będzie szwedzki stół sushi i wino do woli. Niestety nas jest 6 i solidarnie powinniśmy zrzucić się na pozostałe 3 osoby, po przecież są święta. I najdziwniejsze jest, że to te osoby do których jeszcze chcielibyśmy wielkodusznie dopłacić (bo nie każdy zadaje się z VIPami, hehehe, niech żyje moja ukochana Miss Kittin, która się zna na rzeczy), to jeszcze te niepopularne i niewylansowane darmozjady marudzą, że to albo nie piją wina, albo nie lubią sushi, albo nie chcą spędzać wigilii w dyskotece, a nawet jeśli dyskoteka nie jest dyskoteką tylko klubem z restauracją, to też nie bo nie lubią japońskich klubów z nadętymi ważniakami, a jak już brakuje im argumentów to pada kwestia taka, że za drogo… eh, nie dogodzisz. wszystko brzmi jak planowanie w Polsce Sylwestra ;) na szczęście Sylwestra spędzę z dala od histerycznych poszukiwań imprezy (bo Polska to histeryczne miejsce gdy zbliża się Nowy Rok, każdy odczuwa obowiązek bawić się jakoś szczególnie i ludzie na sobie wywierają presję, bawić się każdy musi a jak ktoś nie chce, to pewnie tylko tak mówi że nie chce, bo tak naprawdę mu się chce, tylko nie ma przyjaciół i pieniędzy… horror).

Na szczęście na dalekim wschodzie nie ma świąt ani nie ma nowego roku! nowy rok wypada na początek lutego a Jezus to postać z historii starożytnej. Owszem, leci trochę kolęd na ulicach, ale przez cały ostatni miesiąc usłyszałem ich mniej niż przez pół godziny w warszawskim centrum handlowym… I mamy w końcu święty spokój w święta i z samego rana w pierwszy dzien świąt dostanę od mikołaja najlepszy prezent na świecie: wycieczkę do ciepłych krajów! sam sobie zapłaciłem, ale nie szkodzi. będzie super!!

zimno

1 komentarz

w moim ciepłym dalekowschodnim kraju w końcu zaczęła się spóźniona zima. jest jeszcze zimniej niż w Polsce. nie mam rękawiczek ani czapki ani nowej kurtki zimowej bo zamiast takich rzeczy wolałem pojechać do ciepłych krajów… Ale w domu mam wydajne ogrzewanie i nie muszę wychodzić z domu. Mam nadzieję, że się ociepli…

sen

Brak komentarzy

w nocy przyśniło mi się coś, zupełnie nie pamiętam co, ale rozśmieszyło mnie to tak, że aż wybuchnąłem smiechem i obudziłem się… dziwne, ale bardzo miłe prawda?

spanie

Brak komentarzy

nawet nie wiedzialem jak bardoz bylem zmeczony tamtym semestrem. od ostatniego wpisu wiekszosc czasu spie jak zabity. po 8 godzin, przerwa 3 godzinna i dalej nastepne 8. i tak dalej. teraz wstałem o 4:30 rano bo mnie suche powietrze obudziło ( nie wyłączylismy ogrzewania na noc)

wyprowadzajac sie z akademika żal mi bylo tylko jednego: świątynii buddyjskiej. mieszkałem tuż obok i żeby wejść do domu musiałem przechodzić przez jej dziedziniec. o 19 i o 4 rano codziennie najpierw grali na bebnach, potem stukali w drewienka a potem uderzali rytmicznie w gong przez dobre poł godziny.

okazało się że tutaj też na wzgórzach jest świątynia i też uderzają w gong. drewienek ani bębnów nie słychać, bo za daleko, ale gong sie niesie. gong synchronizuje ponoć fale mózgowe. nie wiem co to znaczy dokładnie, ale na pewno mnie relaksuje :)

pogoda jest pochmurna i nawet troche kropi, cisnienie stanowczo niskie… ale nie dajcie sie zmylic moi Panstwo. od dzisiaj sa WAKACJE!!!!

te sama prace semestralna oddalem dwom roznym profesorom od dwoch roznych przedmiotow. poza tym wszystko poszlo dobrze.

Juz nigdy wiecej nie bede mial zajec w szkole. w sumie przeuczylem sie w szkole cale 14 semestrow i moim zdaniem to stanowczo za dlugo. gdybym zrobil studia szybko, juz bym byl po drugim awansie i piatej podwyzce. od teraz moim zyciowym celem jest robienie kariery i koszenie kasy. a jak juz bede bogaty to ozenie sie z Paris Hilton :) Paris Hilton wczoraj w TV powiedziała, że nie wkłada ubrań więcej niż raz „Of course, I was photographed, I will probably never wear that dress again”. Cyniczna, zimna, zarozumiała i bogata, Paris stała się moją idolką :)

paris_hilton.jpgParis_hilton1.jpgparishilton1.jpg

prof G zaprosił wszystkich studentów na piwo. w najbliższy czwartek. oczywiście nikt go nie lubi, ale na pewno jakaś część ludzi przyjdzie.

ja przyjdę na pewno. a dlaczego? zeby mu coś pokazać. już mówię co…

prof G uważa studentów za idiotów i polmozgów. poniża ich i upokarza, ale jemu samemy też zdarza mu się palnąć takie bzdury że głowa mała. Oto kilka kwiatków. Na przykład, że Bernard Shaw jest jednym z największych myślicieli 20 wieku i trzeba wiedzieć wiedzieć kim on był (bo prof G go zacytował w wykładzie a on cytuje tylko największych myślicieli). Innym razem zastanawiał się głośno po co studentka w swojej prezentacji umieściła flagę koreańską i to na dodatek czarno-białą (znak o którym mowa to był symbol ying-yang, tłumaczyliśmy mu, wyszło przy okazji że słyszał o konfucjanizmie ale o taoizmie nigdy – specjalista od dalekiego wschodu, psia krew). Zypełna perełka: że Carrefour jest takim wielkim supermarketem a jego nazwa po francusku znaczy „carry forward”. Albo: że ja jako Europejczyk kontynentalny nie znam się na calach, stopach i jardach bo jestem za młody i jakbym byl pokolenie starszy to bym się znał. Również, w Europie jest inny prąd niż w Korei.

Kilka razy odegrałem się na profesorze G i bezczelnie zwróciłem mu uwagę: system metryczny obowiązuje w Europie od czasów rewolucji francuskiej i Napoleona. Prąd w europie jest 220 V i nawet wtyczki mają ten sam kształt. A z tym Carry Forward, to jak powiedzialem ze mówi bzdury, to wyobraźcie sobie wszyscy, powiedział, żebym upewnił się w słowniku. Powiedziałem mu: Hello?? I dont have to.

Prof G nie ma zbyt wiele do powiedzenia w swoim wykładzie, więc traci jak najwiecej czasu na opierdalanie ludzi, a również na zachwycanie się swoim precyzyjnym słownictwem jakiego używa w swoich prezentacjach. Jest dumny z tego, ze się tak dobrze nauczył angielskiego. Tymczasem mówi „compAtitive”, „comfortEJble”, „purchEJsing” itd. Uważa że jest Australijczykiem, ale jest Hindusem i nic tego nie zmieni.

Wreszcie, prof G, jak się go dłużej pozna, okazuje się malutkim człowieczkiem z wielkimi kompleksami. Gdy osobie pewnej siebie i znającej swoją wartosć mówisz że robi coś źle, to dochodzi do wymiany spostrzeżeń. Gdy mówisz to osobie zakompleksionej, słabej i niepewnej siebie, dochodzi do wymiany emocji. Bo tylko ludzie słabi czują się zagrożeni i atakowani. Widać to u niego w każdej sytuacji, nawet gdy student tylko pyta go o wyjaśnienie jakiejś kwestii.

I dlaczego idę na piwo? Otóż idę mu pokazać że ja jestem lepszy a on gorszy. On oczywiście wie, o moim kontrakcie z szacownym koncernem azjatyckim i o moich planach zawodowych na najblizsze lata. Ale wciąż jeszcze myśli że on jest lepszy. Jasne że w jakiejś tam dziedzinie jest lepszy bo w końcu na czymś znać się musi. Zamierzam zagrać nieładnie i wykorzystać jego kompleksy.

Niewysoki hindus z obficie owłosionym ciałem, który próbuje żyć w Australii, wyobraźcie sobie panowie, panie, jakie taki koleś ma życie. W kraju gdzie wszyscy są atrakcyjni fizycznie, w kraju, który do niedawna stosował segregację rasową w polityce emigracyjnej. Prof G do dziś prawie nie mówi o swoich hinduskich korzeniach a dużo mówi o Australii. I wciąż się stara bardziej niż to warte mówić dobrze po angielsku. I zwraca uwagę wszystkim. Jedyne co mógl zrobić, to być mądrzejszy, ale tutaj też kiepsko mu szło bo do dziś brakuje mu general knowledge. I w życiu zawodowym musiał udowadniać że jest równie dobry jak biały Australijczyk mówiący bez akcentu…

Postanowiłem że pokażę mu się poza szkołą takim, jakim on kiedyś chciał być jak był w moim wieku. A zatem przyjdę z miną szlachcica, który chodząc do ziemi nie dotyka w towarzystwie mojej pięknej sąsiadki, rodowitej Paryżanki. Będziemy się zachowywać czule, ale z klasą, ona będzie błyszczeć swoimi blond włosami, piekną bladą cerą. Pomiędzy sobą będziemy rozmawiać po francusku przez co on będzie chciał się wtrącić do rozmowy. (Z resztą i tak będzie chciał z nami rozmawiać, bo on nie szanuje studentów, ale białych jeszcze toleruje, żółtych uważa za totalnie ograniczonych). Moja towarzyszka wspomni mu mimochodem że ja mówię po francusku jak native speaker (oczywiście to nie prawda, ale on tego nie będzie wiedział). I powiemy mu że za kilka dni jedziemy we dwoje na plażę do Wietnamu.

I tak panie prof G! Ja jestem młody, inteligentny, światowy, mam super przyszłość przed sobą, i super laskę do spędzania wakacji w ciepłych krajach. A ty panie prof G? jesteś starym kawalerem masz wielki bebech, siwe włochy na klacie ci wyłażą z kołnierzyka, jedyne co osiągnąć jeszcze masz szanse to kasa, i poza tym jesteś głupi, czarny i zakompleksiony. hehehehehehe. nie mogę sie doczekać czwartku

wystarczy ze skonczyly się zajęcia i moj oranizm wrócił do swojego naturalnego biologicznego rytmu w ciągu dwoch dni. wstaję o 14, zasypiam o 5 rano. w piątek poszedłem po nieprzespanej nocy na egzamin. z rachunkowości. wszystkie cyfry mi się nie zgadzały. co znaczyłoby, że oblałem, ale nie tutaj :D kochany prof H i tak znajdzie sposób żeby postawić mi A. liczę na niego i mam nadzieje że nie zawiedzie.

po nieprzespanej nocy miałem 2 bankiety, darmowa wyżerka i alkohol. Na pierwszy nie miałem już siły, bo zaczynał sie o 16. ale 3 godzinki snu i jak nowo narodzony zdążyłem na drugi bankiecik. tutaj to już nie byle co, bo sam ambasador zaprosił polonię do swojego nowego domu. nie wiedziałem, że ambasador takiego mało znaczącego w świecie kraju jadąc na placówkę do kraju, ktory dla Polski też jest mało znaczący, dostaje taką wypasioną chatę :) fajne jest to, że z tąd jest tak daleko do polski, że nie ma tutaj przypadkowych polaków, takich za których mi wstyd. nie ma złodziei i chamów z wioski, zupełnie inaczej niż w nowym jorku albo chicago. większość tych co tutaj przyjeżdza, raczej ma konkretny powód w postaci bardzo dobrej pracy.

bawiłem się bardzo fajnie, chyba za dużo napilem się, bo byłem wesolutki i nic sobie nie robilem z protokolu dyplomatycznego :P

potem pojechaliśmy do dyskoteki, i tam to już było całkiem ostro. tzn nie pamiętam żeby coś ostrego się działo, ale w głowie mi się już kręciło, a taka japonka gotowa była się oddać każdemu a mi w szczególności. potem zupelnie nie pamiętam jak to się stało ale tańczyłem cały czas z jakąś strasznie ładną dziewczyną, a potem zupełnie tez nie pamiętam jak znaleźliśmy się wszyscy w całodobowej knajpie pod wielkim namiotem. gromadka ludzi, ze znanych twarzy tylko moja wspollokatorka. a potem jeszcze karaoke.

noc piątkowa jak wiele innych, ale od kiedy to ja mam takie powodzenie u kobiet?

lenistwo

Brak komentarzy

Czy potrafię osiągać zamierzone cele? Czy potrafię zmusić się do wysiłku? Może i tak, ale na pewno nie dzięki sumienności, wytrwałości i pracowitości!

Zdarzało mi się wytężyć się ponad miarę, to intelektualnie, to fizycznie, nawet udało mi się kilka razy zacisnąć zęby żeby coś tam zaoszczędzić. Ale nigdy nie były to rzeczy które robię w sposób naturalny. Jestem patentowanym leniem, który uwielbia lody i alkohol i czekolade, który kocha spać do 14 codziennie i oglądać TV na kanapie całymi dniami i nocami, i nierozsądnie wydawać pieniądze. Nie lubie się uczyć i jeszcze mniej chodzić do szkoły.Nie lubie się przemęczać, nie lubię oszczędzać ani odmawiać sobie czegokolwiek fajnego.

Jeśli kiedykolwiek się zmęczyłem, odchudziłem lub oszczędziłem jakieś pieniądze, to zawsze było to jakoś inaczej uwarunkowane. Zawsze ten wysiłek musiał sprawiać mi jakąś frajdę, coś musiało mnie podniecać. 1000 razy bardziej przygotowywałem się do rozmów kwalifikacyjnych na zupelnie nierealne stypendia niż do jakiejkolwiek sesji na uczelni. Bo ja wolę walczyć o coś super, gdy szansa jest mała, niż walczyć o 5 z rachunkowości finansowej (gdy 3 jest niemal gwarantowane, jesli nie w pierwszym to w drugim terminie, a jak nie to zawsze jest warunek). Rok temu spasłem się 5 kg powyżej pożądanej wagi, gdy dotarło do mnie że tak dalej być nie może, zrobienie kratki na brzuchu zajęło mi 3 miesiące od momentu gdy postanowilem ją mieć. potem kratka znikła, ale wciąż jestem szczupły, zrobienie jej ponownie byloby już mega łatwe a ja od 3 miesięcy nie mogę się zmusić do regularnych ćwiczeń.

co do pieniędzy wciąż jeszcze nie miałem jakiegoś szalonego planu na zgromadzenie mega wielkiej kwoty….

… a tak swoją drogą, to jakie ja mam problemy? jestem szczupły i albo mogę mieć ładne mięśnie na brzuchu albo nie mieć. kasy mi nie brakuje i albo mogę sobie kupować niepotrzebne drogie gadżety, albo trwonić pieniądze na drogie drinki i taksówki. a w szkole mogę albo dostawać A+ albo w pesymistycznym wariancie B. Więc po co do cholery mam być oszczędny, pilny w nauce czy racjonalnie się odżywiać? tak czy siak krzywda mi się nie stanie.

potrzebuję jakiegoś bardziej ekscytującego celu. ale na kilka lat jestem uziemiony. podpisałem wieloletni kontrakt i wszystko mam już zaplanowane do trzydziestki. niestety kontrakt nie zakłada, że swój pierwszy milion dolców zarobię przed trzydziestką…


  • RSS