glupifiut blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2005

marzec

Brak komentarzy

lenistwo i nie pisalem nic od dawna. a wiec w punktach:
1) Helsinki – trzy tygodnie we wspolne mieszkanie z Tero. Obiadki, zakupy, knajpy, galerie, filmy i spaecery po mieście. Helsinki to fajne miasto i bez wiekszych dylematow podjąłbym decyzje zeby tam zamieszkac (przy innych czynnikach nie zmienionych oczywiscie: czyli na razie zostaje w Seulu). Tero sprawdza sie pod wszystkimi względami a ja sprawdzam się dla niego. I o to chodzi prawda?
2) Wyjezdzając z Helsinek wykupiliśmy bufet środziemnomorski na promie. 2 godziny żarcia i picia piwa i wina do upadlego. Doslownie bo chyba trzeba bylo prowadzić mnie do taksowki. Polamalem walizke po pijanemu, przespalem cale popoludnie a cala noc przepiliśmy w knajpach w Talinie. Kto nie wie jeszcze, tego informuję, że Tallinn, stolica Estonii to naprawde super miejscówa na weekend. Bardzo ładna i stanowczo kilka razy większa niż jakakolwiek w Polsce starówka, piękny park nieco dalej i super żarcie w knajpach.
3) Tero został w Tallinnie na 2 tygodnie, w środku których miały byc święta. Logiczne było więc, zebym go zaprosił do domu, skoro z Talinna kursują autobusy do Bialegostoku. Cały świąteczny weekend spędziłem w doborowym towarzystwie: rodzina i moj chlopak (choć dyplomatycznie nie nazywaliśmy rzeczy po imieniu, to raczej nie należy się łudzić że ktoś tu jest jeszcze czegoś nieświadomy). Wszyscy sie nawzajem polubili, a Bialystok, gdy się go komuś z zewnątrz pokazuje, wydal mi się jeszcze większą dziurą. Wiocha przez wielkie W.
4) chyba czas skończyć te wakacje i wrócić do robienia pożytecznych rzeczy. Praca magisterska czeka i muszę nauczyć się koreańskiego a czasu coraz mniej, hehe

w sobote chodzilismy po zamarznietym morzu. ludzie poukladali wieże z zamarznietych kawałków kry, które pięknie odbijały promienie słoneczne. białe morze, białe niebo i zachodzące pomarańczowe słońce. sami też zbudowaliśmy jedną wieżę z kry lodowej, nasza była największa.

potem zjedliśmy smażone śledzie z ziemniakami i popiliśmy czystą wódką. cały sobotni wieczór piliśmy a gdy juz zakmnięto zgodnie z obowiązującym prawem wszystkie nocne kluby (4 rano, wczesnie niestety), wylądowaliśmy w kontenerze zaadopotowanym na potrzeby budki dla stróża. jakaś znajoma znajomego stróżowała instalację lodową na tyłach galerii sztuki współczesnej. poustawiane w krąg bloki lodowe, ludzie nazwali to snowhenge. wewnątrz tej scenografii jakiś norweski artysta zagrał następnego dnia koncert na instrumentach zrobionych z lodu. ledwo zdążyliśmy na koncert, ale Tero zadbał żebyśmy nie zaspali.

tero napisal w smsie ze nareszcie jego dziki azjatycki kot bedzie udomowiony. przedwczoraj doplynalem do finlandii, bagaz mi przetrzepali na granicy (tylko mi sposrod tysiecy ludzi wysiadajacych z promu). wcale nie ma tutaj polarnej nocy, nawet dluzej trwa dzien bo maja inny czas (godzina do przodu w stosunku do polski). i tez nie jest jakos szczegolnie zimniej niz w Polsce. wczoraj bylem w saunie i na basenie gdzie wszyscy plywali na golasa. i wlasciwie niewiele wiecej widzialem bo rzeczywiscie od przyjazdu tutaj wciaz jestesmy w domu. ale dzis tero poszedl do szkoly a ja mam cale 2 rzeczy do zrobienia: oddac dvd do wypozyczalni i kupic bilety do kina. niewiele do zrobienia, ale jeszcze nie zaczalem sie nudzic. tutaj nuda i tak bylaby inna. tutaj zawsze moze cos ciekawego sie przydarzyc, bo jestem w nowym kraju.


  • RSS