glupifiut blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2005

żółty pył

1 komentarz

wczoraj wracałem rowerem do domu ze szkoły. pod wiatr, bo wiało niemiłosiernie, szczególnie jak jechalem wzdłuż rzeki. dobre 6 kilometrow pod wiatr w chmurze pyłowej. Dzięki wielkim projektom cywilizacyjnym komunizmu w ramach ujarzmiania natury, w latach 50 zaorano terenu na wschód od Pekinu, które uległy szybkiemu upustynnieniu. Wiosną ziemia nagrzewa się gwałtownie i piasek jest z łatwością unoszony przez wiatr i szalejące burze na pustyniach Gobi i Taklamakan. Pył niesiony jest na wschód, i życie w Pekinie jest nie do zniesienia w marcu i kwietniu. Chmury pyłu bardzo często dochodzą do Korei i Japonii. Gdy w TV pokazują żółtych ludzi na ulicach miast w maskach na twarzy, to nie dlatego że takie tu jest zanieczyszczenie (bo podatki za stare samochody są tutaj takie wielkie, że każdy ma nowy, a nowe są ekologiczne i smród spalin jest dużo większy w Warszawie) tylko dlatego że zjawiska naturalne nie dają oddychać.
Ja nie miałem maski wczoraj i do dziś czuje w nosie i w gardle piasek. Dziś nie wychodzę z domu.

m-banking

2 komentarzy

wlasnie usłyszałem w CNN że w Korei 1 milion ludzi używa telefonów komórkowych do robienia przelewów bankowych, płatności w sklepach i płacąc za metro. a w Polsce? 3 miliony bezrobotnych i większość wciąż używa starych cegieł, a telefonia trzeciej generacji nawet nie pojawia się we wzmiankach prasowych… porażka

irokez

Brak komentarzy

byliśmy na zakupach w tutejszej świątynii snobizmu i nowobogactwa, „Galeria” w Apgujongu, czyli podróba Harvey Nicholsa albo lepszej Galerii Lafayette. Współlokatorka szukała butów. Ja szukałem przeceny i uśmiechu losu (bieda mnie jak zwykle męczy a dlugi zmiast malec, rosną). Jak się okazało, rozmiar 40 do stanowczo za wielka stopa dla kobiety, żeby kupić buty w Korei, nawet za absurdalnie wielkie pieniądze. Za to na moje małe ciałko znalazłoby się mnóstwo ciuszków. Popełniłem błąd i przymierzyłem jedną kurtkę, a gdy już wiedzieliśmy że muszę ją koniecznie mieć, poznaliśmy jej cenę i nawet nie było nad czym się zastanawiać. kurtka jest warta dużo dużo więcej niż moje wszystkie długi razem wzięte… jako osoba wrażliwa na ludzkie nieszczęście, poczułem się dotknięty niesprawiedliwością na świecie. dlaczego nawet w takich bogatych krajach 99.9% społeczeństwa musi przeżyć miesiąc za mniej niż kosztuje ta kurtka? i dlaczego ja nie należę do tej wybranej mniejszości?

na otarcie łez poszliśmy do fryzjera, fryzjer zrobił z nas młodych bogów. w moim przypadku młody bóg jest punkowcem i ma utlenionego irokeza. fryzjer też nas skasował jak za zboże, bo przecież inaczej nie wypada, skoro cała dzielnica ma być siedliskiem nowobogactwa i szpanerstwa. Ale niech to diabli… przeżyje to jakoś.

a potem impreza na dachu… jubilat (najpilniej strzeżona tajemnica wzgórza gejowskiego w Seulu to jego wiek) kupił głośniki specjalnie na impreze. ściągnał DJów, wynajął chłopców którzy w samych slipkach robili gościom masaż, i wystawil na szwedzkim stole dobre 50 butelek czerwonego wina i kilka wódki. Spiłem się do nieprzyzwoitości i efekt był taki, że obudzilem się nie tam gdzie planowałem i zaraz po przebudzeniu czym predzej czmychnałem do domu.

z powrotem

2 komentarzy

od 5 dni prowadzę najpiękniejszy styl życia… mam mnóstwo czasu i mało do zrobienia. dokończyć pracę magisterską (nic szczególnie podniecającego anie trudnego) i cierpliwie uczyć się języka. wielka firma azjatycka dała swoim zagranicznym pracownikom kilku nauczycieli i załapałem się na średnio intensywny kurs języka biznesowego dla zaawansowanych. w końcu nie jestem początkujący, hehe, nawet nie średniozaawansowany:) poziom 3. kurs zaczyna się o 18 i trwa do 20, moge spać ile chce, a i tak trudno będzie zaspać. na uczelni też dołączylem do grupy na poziomie 3, ale to jest tylko 3 razy w tyg, po godzinie. I oto cała lista moich obowiązków. Mam tyle czasu, że mogę spokojnie jeździć wszędzie rowerem. W Seulu jest piękna wiosna z kwiatami, słońcem i temperaturami ok 20 stopni. I tak juz będzie cały czas… A większosc drogi na uczelnie mam na idealnie rownych sciezkach rowerowych wzdłuż Han Gang (tutejsza rzeka, kilkakronie wieksza od wisły).

nuda, spokoj, i nieskrępowany rozwoj fizyczny i intelektualny. jakość życia niczym w skandynawii, hehe;) chociaż nie tak nudno bo jutro zaproszony jestem na impreze na dachu, urodziny właściciela jedynej tutaj dyskoteki gejowskiej. zabieram moją współlokatorkę, i spijemy się winem….

jakoś bez patosu, ale powoli się żegnam z ludzmi. decyzja już podjęta: nie ma co tego przedłużać, sam sobie wybralem życie za granicą i nie przyjade już do Polski na letnie wakacje. tutaj w Polsce wszyscy mają swoje sprawy, i nic dziwnego, że szlag mnie trafia jak tutaj siedzę. moje życie jest w Korei, a w Polsce mogę tylko pić i spotykać się towarzysko. bo nic innego tutaj nie można robić. gdybym był australijczykiem albo portugalczykiem albo paryżaninem, mógłbym spędzać w domu wakacje. ale Polska, a w szczególności Białystok, to chujowe miejsce na wakacje. moje życie jest gdzieś indziej i nie ma co się oszukiwać. A moi przyjaciele mają swoje życie tutaj. I przeważnie to ich życie jest dla nich samo w sobie bardziej fascynujące niż możliwość napicia się ze mną piwa. Szkoda ostatnich wakacji na Polske. Polska (czytaj: Warszawa) nadaje sie do ulożenia zycia, ale nie na wakacje.

Na wakacje w lecie wybralem sobie wyspę na wschodnim wybrzeżu półwyspu malajskiego. I liczę na to że uda mi się spędzić tam jak najwięcej czasu z moim Finem…


  • RSS