glupifiut blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2005

podróż

Brak komentarzy

właśnie zadzwonilem do Tero, on już za kilka minut wyjdzie z domu. najpierw statek, potem jeden samolot, drugi samolot jedna przesiadka plus jedno międzylądowanie i w rezultacie cala jego podróż będzie trwała 24h wiecej niż moja. lądujemy niemal jednocześnie w Singapurze. będzie super!!!!

walizki

Brak komentarzy

wszystko u mnie po staremu. weekend przepilem ze znajomymi i przesiedzialem przed TV. a dziś siedzę z całym spakowanym dobytkiem, 2 walizki zostają tutaj, malutki plecak jedzie ze mną. 5 kg kosmetykow i minimum ubrań.

jeśli dobrze pójdzie jesienią, to w roku 2005 będę miał rozpakowane rzeczy przez około 6 miesięcy. mniej wiecej. kto mi tego zazdrości? ja zazdroszczę tym co mają swój dom który nie jest tymczasowym miejscem przechowywania rzeczy, którzy wiedzą co się z nimi stanie za rok albo za 5. i którzy nie muszą lecieć na drugą półkulę żeby sie spotkać ze swoim chłopakiem.

ps: po chwili zastanowienia, Singapur jednak jest trochę na polnoc od rownika, wiec nie lecę az na drugą półkulę. nie jest źle;)

speedos

3 komentarzy

jako szanujący się Europejczyk stanowczo sprzeciwiam sie noszeniu Amerykańskich szortow, bermudow czy innych spedenek z dluga nogawka do kąpania sie w morzu i jeziorze.

nawet w ameryce w jakimś miescie w New Jersey zalegalizowano prawdziwe kąpielowki, ktore u nas są standardem. wieśniaccy Australijczycy też nie nosza speedosów, nazywają je budgie smugglers. że ja niby noszę papużkę falistą w majtkach???

bede nosil obcisle kapielowki z niskim stanem, japonskiej marki Jabs Waterboys. Musze je tylko kupic w sklepie w Singapurze bo tutaj nie ma.
double_struckout_white.jpg
Jabs Waterboys swimming trunks are meant to be worn low and snug as is the style in Japan. The super low waist trunks stretch very well, so if you are not comfortable showing too much of yourself, pick one size up.

oczywiście to nic ostatecznego ale pomysl na miejsca w ktorych bedziemy się leniwie zabawiać wlasnym towarzystwem i spędzać miodowe 2 miesiące.
ho_li_day_plan2-web.jpg

jakas tam gazetka przeprowadziła ankiete we wszystkich krajach europejskich na temat co nas wkurza. wśród Polaków na pierwszym miejscu (90% pytanych wskazało te odpowiedzi) mamy dwie rzeczy. Wkurza nas jak ludzie śmierdzą i wkurza nas jak plują.

moim nocnym koszmarem jest że jak już zaczne pracę w tej wielkiej azjatyckiej firmie, to w tym calym open-spejsie dostane biurko bardzo blisko toalety i będe słyszał przez otwarte drzwi kilkadziesiąt charknięc do zlewu albo do sedesu. najśmieszniejsze jest że koreańczycy czują się obrażani jeśli się mówi, że Korea jest fajna oprócz tego że ludzie plują. ja im wtedy mówię, że skoro to robią to nie powinni się obrażać jeśli ktoś stwierdza fakt, że to robią. a jeśli uważają to za niestosowne, to powinni przestać to robić a nie obrażać się że ktoś o tym mówi.

tak sobie przeglądam moje wpisy na tym blogu i coś niesmacznie mi sie zrobilo. jakąś kretyńską minę robię do całej tej zabawy przez ostatnie miesiące.

piszę o jednych rzeczach, pomijam inne, tak jakbym coś próbował przymanipulować, podmalować i najlepiej jeszcze potraktować jakimś skutecznym acz kontrowersyjnym dla konserwatywnych humanistów zabiegiem upiększającym. Botoks i peeling chemiczny dla własnej lajfstory, he he he. Zeby było kontrowersyjnie ale jednak fabulous. I efekt jaki? Dupa. Ani nie jest prawdziwie, ani nie jest fabulous.

Rzygać mi się chce od standardowego lejałtu, szlag mnie trafia jak musze załączać zdjęcia, obrabiać je w pirackiem fotoszopie zeby się w miarę zmieściły a potem i tak gówno. Bo co kurwa z tego że pstryknąlem fotę jakiejś palmie w Wietnamie? komu to ma imponować? bo mi by nie imponowało, gdybym to znalazł na cudzym blogu. I te gówniane historyjki, zastępujące ważne historie. Bzdu-ra. Albo jeszcze lepiej: zastępujące brak historii. Bo prawda jest taka że ja juz kurwa 5 miesiąc z rzędu siedze na dupie i nic kurwa nic ze sobą nie robie. Oczywiście jestem szczęsliwie z wzajemnością zakochany, i nawet bylem w kilku krajach od tamtej pory ale to i tak nic nie zmienia: siedze na dupie i niewiele się posuwam, ani do przodu, ani do góry. Ani nawet w bok.

I nawet caly wyjazd do Malezji, sumatry i chuj wie gdzie jeszcze nie ma az tyle sensu, bo po tylu miesiacach na dupie ja wcale nie potrzebuje wakacji. potrzebuje zrobić cos trudnego, coś czym bym się kurwa zmęczył, zebym mógł potem odpocząc. a nie pstrykać kolejne zdjecia kolejnym palmom.

wyslalem kolejny wsciekly mail do pana z HR wielkiej firmy i na nim troche rozladowalem swoją nieskanalizowaną agresję. jest taki nieprofesjonalny, ze mu się należy nawet bez powodu. i koledze z Paryża udowadnialem ze francja jest do dupy i francuska polityka też. szukalem zaczepki. oczywiscie chlopiec sie bronil, a ja go atakowalem i kurwa po co? najpierw z nudow czytam milion pozytecznych wiadomosci z kraju i ze świata a potem pastwie się nad biednym francuzem. tak jakby to kurwa mi bylo przyjemnie tlumaczyc sie cudzoziemcom z tego co robi jakiś w dupe niech go piorun jebnie Kaczyński?

musze pojsc na zakupy! zakupy to jest idealny sposob na skanalizowanie agresji. można bezkarnie wydrzec morde na sprzedawcow i sprzedawczynie. no, nie do konca bezkarnie, bo kiedyś doszlo do rekoczynow i musielismy uciekac, hehe …. Mariusz, jak to czytasz, to potwierdz, bo nikt nie uwierzy!!! Jak nas sklepowe gonily z Agricoopu na Natolinie i w calej przepychance kierownik polamal okulary. Kurna, to byly czasy :) Wtedy zapierdalalem na dwoch kierunkach dziennie i pracowalem za gownianą kase po nocach i weekendach 30 godzin w tygodniu. A nie tak jak teraz: siedze na leniwej dupie z trzecim dyplomem magistra i z lenistwa planuje sobie wycieczki egzotyczne i mam pretensje do wielkiej globalnej firmy ze na 2 miesiące przed czasem wciąż nie ma dla mnie dokumentow potrzebnych do stalego pobytu. Czy mi się w głowie przewrociło?

bezczynność

1 komentarz

powietrze w Seulu zastygło i zrobiło się jak rzadka galareta, lepka i cuchnąca. Nie wychodzę z domu, bo jest za gorąco, chyba że w nocy. Wczoraj z sąsiadem przejechaliśmy chyba całe miasto a potem przegadaliśmy dobrą godzinę na brzegu rzeki. oczywiście rozmawialiśmy o polityce i o sprawach zjednoczonej Europy albo obrabialiśmy dupy koreańskim pedałom.

z ostatnich doniesień to tyle nalezy powiedzieć, że przez ten brak imprez i zbyt rzadkie spozywanie alkoholu wogóle nie panuje nad swoim organizmem. w sobotę spilem się do żałosności, nie pamiętam pół imprezy i gdyby nie dobry sąsiad, to bym pewnie nigdy do domu nie dotarł.

Tero już się zaczął przyzwyczajać do słońca: dziś pokazał mi przez kamerkę jak sobie usmażył twarz i spalił nos nad jeziorem gdzieś prawie w Laponii. Za tydzień się widzimy i już nie mogę się doczekać!!!

Poza tym woda mi cieknie z sufitu. Jutro o 8 rano (za 4 h! skandal!) przyjdzie „engineer” i będzie szukal przyczyny. tymczasem odłączyli prowizorycznie ciepłą wodę i zupełnie nie wiem po co bo woda dalej cieknie z sufitu. woda sobie kapie i czas plynie równie powoli. niechże już się ten tydzień skończy!!!

pakowanie

Brak komentarzy

wczoraj stracilem na wadze kilka kilo. a przynajmniej czuję się lzejszy o dobre 7 egzemplarzy pracy magisterskiej w twardych oprawach. prace zlozylem i wlasciwie juz po wszystkim. koniec studiow.

z rozpedu nakupowałem kilka butelek produktow do opalania i zaczalem sie pakowac, pomimo ze wyjeżdzam dopiero za tydzien! nawet więcej niż tydzień.

moja lista znajomych dostępnych online na MSN ma w tej chwili 12 osób. Oto ich miejsca pobytu: Berlin, Paryz, Tokio, Helsinki, Seul, Malmo, Nagoya, Luksemburg, Warszawa, Praga, Paryż, Seul.

Bez sensu? po co komu ta globalizacja skoro nie można z nikim się spotkać i napić piwa?

lekcja

Brak komentarzy

jadąc na lekcje koreańskiego wiedziałem że z całej grupy będą dziś tylko 2 osoby. I dlatego nie wypadało nie przyjść… tak przynajmniej myślałem. ta druga osoba jednak myślała inaczej i zadzwoniła do nauczycielki mówiąc, że nie przyjdzie. zostałem sam na polu bitwy. zaproponowałem nauczycielce że możemy się rozejść i nikomu nic nie mówić, ale ona uparła się żeby lekcja się jednak odbyła. W rezultacie przez bite 2 godziny zegarowe musiałem produkować się po koreańsku. mówiłem o szkole w polsce i we francji, o pracach jakie wczesniej robilem, o kosmetykach, o zakupach, o wakacjach, o kuchni polskiej i angielskiej i o wielu innych tematach.

może jednak sie nauczę tego języka?


  • RSS