jadąc na lekcje koreańskiego wiedziałem że z całej grupy będą dziś tylko 2 osoby. I dlatego nie wypadało nie przyjść… tak przynajmniej myślałem. ta druga osoba jednak myślała inaczej i zadzwoniła do nauczycielki mówiąc, że nie przyjdzie. zostałem sam na polu bitwy. zaproponowałem nauczycielce że możemy się rozejść i nikomu nic nie mówić, ale ona uparła się żeby lekcja się jednak odbyła. W rezultacie przez bite 2 godziny zegarowe musiałem produkować się po koreańsku. mówiłem o szkole w polsce i we francji, o pracach jakie wczesniej robilem, o kosmetykach, o zakupach, o wakacjach, o kuchni polskiej i angielskiej i o wielu innych tematach.

może jednak sie nauczę tego języka?