powietrze w Seulu zastygło i zrobiło się jak rzadka galareta, lepka i cuchnąca. Nie wychodzę z domu, bo jest za gorąco, chyba że w nocy. Wczoraj z sąsiadem przejechaliśmy chyba całe miasto a potem przegadaliśmy dobrą godzinę na brzegu rzeki. oczywiście rozmawialiśmy o polityce i o sprawach zjednoczonej Europy albo obrabialiśmy dupy koreańskim pedałom.

z ostatnich doniesień to tyle nalezy powiedzieć, że przez ten brak imprez i zbyt rzadkie spozywanie alkoholu wogóle nie panuje nad swoim organizmem. w sobotę spilem się do żałosności, nie pamiętam pół imprezy i gdyby nie dobry sąsiad, to bym pewnie nigdy do domu nie dotarł.

Tero już się zaczął przyzwyczajać do słońca: dziś pokazał mi przez kamerkę jak sobie usmażył twarz i spalił nos nad jeziorem gdzieś prawie w Laponii. Za tydzień się widzimy i już nie mogę się doczekać!!!

Poza tym woda mi cieknie z sufitu. Jutro o 8 rano (za 4 h! skandal!) przyjdzie „engineer” i będzie szukal przyczyny. tymczasem odłączyli prowizorycznie ciepłą wodę i zupełnie nie wiem po co bo woda dalej cieknie z sufitu. woda sobie kapie i czas plynie równie powoli. niechże już się ten tydzień skończy!!!