wszystko u mnie po staremu. weekend przepilem ze znajomymi i przesiedzialem przed TV. a dziś siedzę z całym spakowanym dobytkiem, 2 walizki zostają tutaj, malutki plecak jedzie ze mną. 5 kg kosmetykow i minimum ubrań.

jeśli dobrze pójdzie jesienią, to w roku 2005 będę miał rozpakowane rzeczy przez około 6 miesięcy. mniej wiecej. kto mi tego zazdrości? ja zazdroszczę tym co mają swój dom który nie jest tymczasowym miejscem przechowywania rzeczy, którzy wiedzą co się z nimi stanie za rok albo za 5. i którzy nie muszą lecieć na drugą półkulę żeby sie spotkać ze swoim chłopakiem.

ps: po chwili zastanowienia, Singapur jednak jest trochę na polnoc od rownika, wiec nie lecę az na drugą półkulę. nie jest źle;)