w Kuala Lumpur zostaliśmy tylko kilka godzin czekając na autobus na wschodnie wybrzeże. obejrzeliśmy film w kinie trojwymiarowym, wypiliśmy prawdziwą kawę i obskoczyliśmy kilka centrów handlowych… Tero chciał zostać dłużej ale ja już mialem dość odwlekania tego na co tak niecierpliwie czekalem: słońce, plaża i kolorowe rybki.

Nastepnego dnia byliśmy na wyspie Tioman i to mial być już koniec podróżowania. Wytrzymalem tylko 17 dni, myślalem że dam radę dłużej. Po 17 dniach ruszyliśmy w dalszą podróż.

Nauczylem się nurkować, zrobilem kurs i nawet ponoć bede mial dyplom, jak mi prześlą pocztą z głównej siedziby firmy gdzies w australii.Snorkeling byl jeszcze ciekawszy, bo można bylo spędzic cale dnie pod wodą (podczas gdy nurkując nigdy nie zużylem nawet polowy butli, bo zawsze znalazl sie w grupie jakiś panikarz, ktory oddychal za szybko ze strachu i oproczniał tank w ciągu niecalej godziny).

w nocy plankton jest fluorescencyjny. odkryliśmy to dopiero w ostatnią noc. plywalem po ciemku w masce a plankton zapalal sie wszedzie gdzie poruszylem cialem. wyglądalo to jakbyśmy byli elfami i z naszych cial sypal się gwiezdny pyl. jak w bajce, slowo honoru.

na plazy kolo naszego domu chodzily metrowe jaszczury i jeden krolik, calkiem oswojony. pod wodą były żółwie, malutkie rekiny, płaszczki, węgorze ktore siedzą w dziurach i wystawiają tylko głowy, wielkie 60 kilogramowe ryby ale to już na większych głębokościach. rafa byla piękna i niezniszczona, rynki kolorowe, meduz wcale nie bylo dużo, widoczność minimum 10 metrow, ale większość czasu nawet 20. jak się plynie na glebokiej wodzie i widać dno tak glęboko, to można się przestraszyć.

alkohol byl wolnoclowy na wyspie. domek na plazy kosztować 20 zlotych za nas dwoch a ludzie byli normalni: nikt nam glowy nie zawracal i nie probowal nic sprzedawac na sile.