juz mi sie strasznie nudzi pisanie o wakacjach, szczegolnie ze od miesiaca zyje zupelnie innymi rzeczami. a wiec szybko koncze.

wrocilismy do Kuala Lumpur w piatek wieczorem. poszlismy do pierwszego klubu z listy tych co nam polecil kolega i okazalo sie ze nie dosc ze za darmo, to jeszcze obejrzymy pokaz mody. wybawilismy sie najlepiej na swiecie, nie tylko tamtego wieczora, ale codziennie. cale dnie spedzalismy w centrach handlowych a cale noce w klubach lub pijac na ulicach. nakupowalem sobie ubran do biura, przymierzylem garnitury wszystkich najdrozszych marek, ale kupilem tani. zwiedzilismy nowa stolice Malezji. miasto Putrajaya zbudowano 40 km od Kualal Lumpur w ciagu ostatnich 10 lat i zbudowano je z wielkim rozmachem. Oczywiscie turystom sie nie podoba, bo niby bez duszy i bez atmosfery, bla bla bla. jak ktos woli swiatynie, to prosze bardzo, ja mialem nie lada uczte patrzac na dzielo nowoczenej urbanistyki i planowania przestrzennego.

Potem bylismy w starym miescie Malacca. Klejnot w koronie na turystcznej mapie Malezji. Moze i tak, ale nudy jak flaki z olejem. Ladne miasteczko wygladajace jak kazde miasto we Francji: wielka starowka, urocze uliczki a mlodziez marzy zeby sie z tamtad wyrwac. 2 dni i dosc.

No i potem tydzien w Singapurze. Bylo wesolo, bo na kilka imprez nas zaproszono. bylo ciekawie bo bylismy na pokazach filmow podczas festiwalu filmowego i bylismy w najfajniejszym klubie z transwstytami. poza tym byl siodmy miesiac ksiezycowy, czyli okres kiedy duchy wychodza z piekla a chinczycy maja w zwiazku z tym duzo przesadow i obyczajow. w Chinach ludowych zabronione sa te obrzedy ale w pozostalych miejscach gdzie zyja chinczycy sa dozwolone.

tero zgubil paszport i w ostatniej chwili mu zrobili nowy. i na tym koneic opowiesci bo czas zajac sie terazniejszoscia