glupifiut blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Medan

Brak komentarzy

dojechaliśmy po calej przeprawie do miasta, ktore przedonik Lonely Planet opisuje jako urbanistyczny koszmar i turystyczna pulapkę. byl wieczor, piatek, i jak sie okazalo, początek wakacji szkolnych w Indonezji.

W Medanie większość hoteli stoi przy długiej ulicy ktora zaczyna sie poza centrum i biegnie daleko na przedmiescia. Turyści nocują tam i jadą dalej. Większość turystow jest skazana na Medan: jako 3cie co do wielkości miasto w Indonezji, trudno je ominąć bo trasy promów, samoloty i dalekobieżne autobusy tam się właśnie zbiegają. Jednak nie dane nam bylo przemknąć przez Medan tak łatwo jak innym turystom. Początek wakacji w Indonezji oznaczał że wszystkie hotele były pełne. Rykszarz woził nas po wszystkich zakatkach 3 milionowego miasta od hotelu do hotelu przez 2 godziny.

Po calej przeprawie przez Sumatre, bezdroża, wiochy z biedą i smrodem, oszukujących firmach autobusowych i hordach bezpańskich kundli Medan wydal mi się nad wyraz przyjemnym miejscem. W dużym skrócie miasto wygląda jak biedne dzielnice Nowego Jorku: ta sama 19 wieczna architektura wciśnięta na długich i wąskich działkach wzdłuż szerokich i prostopadłych do siebie ulic. Gdzie niegdzie okazale gmachy dawnych banków i firm handlowych sprzed 2 wojny światowej albo nawet ponad 100 lat… sypiące się ku ruinie ale dumnie świadczące o tym, że w Indonezji bylo kiedyś bogactwo. Mnóstwo zieleni, ktorej nigdzie nie widzialem w żadnym mijanym mieście ani miasteczku na Sumatrze. Centra handlowe i nowoczesne bloki, ktore są pozostalością po okresie dobrej prosperity zakończonej brutalnie kryzysem azjatyckim 1997, z ktorego jedynie Indonezja się nigdy nie podniosła.

Znaleźliśmy hotel w chińskiej dzielnicy, ktora wyglądala identycznie jak Bushwick na Brooklynie, z takimi samymi szczurami i karaluchami na ulicach. Jak caly Medan, dzielnica bylaby straszna do zamieszkania, ale stanowila wspaniały urban landscape do robienia zdjęć. Wieczorem poszliśmy na główny deptak w mieście, pełen ulicznych restauracji z karaoke na świeżym powietrzu. Potem kolacja w restauracji ktora pewnie byla kiedyś bardzo ekskluzywna (tzn w latach 1930-tych) a dzis wyglądala staromodnie jak na przedwojennym filmie.

Nastepnego dnia probowaliśmy kupić bilet na prom i uciekać z Indonezji… nie udalo się. Najbliższy termin byl na za 5 dni. Postanowiliśmy że te 5 dni spędzimy nad jeziorem Toba.

Bukittingi

Brak komentarzy

Bukittingi wedlug przewodnika Lonely Planet to urocze, mile i przyjemne miasteczko cudownie polozone w gorach, centrum kulturalne narodu Minang (zamieszkujacego zachodnia Sumatre), centrum turystyczne zachodniej Sumatry, pelne kafejek, restauracji i infrastruktury turystycznej. Okazalo sie po raz pierwszy (i nie ostatni), ze przewodnik Lonely Planet napisano dla innych ludzi niz ja.

Totalna wiocha, owszem, polozona w gorach ale brudna, syfiasta, turystow tam prawie nie bylo, ale owszem bylo troche infrastruktury turystycznej… W efekcie: na kazdym kroku pracownicy sklepow, restauracji, przewodnicy wycieczek w gory i w dzungle, kierowcy busow zaczepiali nas probujac nam cos sprzedac. Turystyka rozwinela sie tutaj przed laty a ostatnie 2 tsunami przybily gwozdz do trumny i malo kto dzis odwiedza wyspe. Mielismy jechac nad jezioro Maninjau ale zrezygnowalismy. Skoro tam tez nikogo nei ma… mielismuy dosc mowienia dziendobry wszystkim dookola i prowadzenia tej samej kretynskiej konwersacji ze wszystkimi… Decyzje o tym ze uciekamy do polnocnej Sumatry podjelismy po kilku godzinach w tym miasteczku. Ale horror dopiero mial sie zaczac.

Nazajutrz po przeprawach z kilkoma naciagaczami udalo nam sie kupic bilet do Parapat nad jeziorem Toba w polnocnej Sumatrze prosto u przewoznika. Podroz miala zajac 12 godzin, ale autobus mial miec klime i mielismy jechac bez przesiadki. odjazd o 16. O 17 wciaz nie bylo autobusu ale podstawiono minibus, bez klimy. Narobilem troche awantury wiec nas przesadzono do innego minibusu. Minibus sie zapelnil ludzmi, ok 18 wyjechalismy z miasta. Klima nie dzialala, okna otwarte na oscierz a azjatycko wyjaca i miauczaca diva spiewala indonezyjskie disco na caly regulator z glosnikow. Przejechalismy kilka kilometrow i na parkingu tuz za miastem zatrzymalismy sie na parkingu. wszyscy pasazerowie wysiedli a autobus po kilku minutach sobie pojechal… z naszymi bagazami, paszportami i pieniedzmi! ktos wytlumaczyl ze wroca za 2 godziny. bylem juz ostro wkurwiony. po 2 godzinach autobus wrocil. wszystkie bagaze niektniete (ufff). jedziemy, jest juz ciemno. muzyka na caly regulator, a droga kreta jak rolercoaster. minibus zatrzymywal sie wszedzie gdzie kierowca mial wujka, kuzyna albo kolege, do kazdego musial wstapic na kilka minut. po 3 godzinach kierowca wdal sie w ostra wymiane zdan z ludzmi spotkanymi przy drodze w jakijs wsi. prawie sie pobili. wkurzony wsiadl z powrotem za kierownice, a po 30 minutach znowu zatrzymalismy sie na tym samym parkingu tuz przy wylocie z miasta Bukittingi!!!

zmiana kierowcy i w koncu pozna noca wyjezdzamy z miasta. jedziemy, zatrzymujemy sie a piesniarka zawodzi po indonezyjsku albo moze nawet hindusku. nie ma litosci, kierowca nie wylaczy muzyki. o 5 rano postoj i wszyscy udali sie na modlitwe do meczetu. to byla nasza chwila ciszy i snu. o 9 rano budza nas i mowia ze musimy zmienic bus. grzecznie wszyscy wysiadaja, wyjmuja bagaze. stary autobus odjezdza, nowego nie ma. gdzie jest nowy? bedzie za 2 godziny, zgodnie z rozkladem! wystawiaja nam nowe bilety zamiast starych, dzieki temu wiemy w jakim miescie jestesmy. Z mapy wynika ze po 15 godzinach jestesmy w polowie trasy, ktora miala zajac 12 godzin. Na tym etapie moja zlosc juz siega zenitu, podejmujemy decyzje ze pierdolimy jezioro Toba i cala Indonezje, nie jedziemy juz do Parapat, tylko 200 km dalej do Medanu, gdzie sa statki i smoloty do Malezji. W tamtym momencie zycze Indonezji wszystkiego najgorszego a jej mieszkancom jeszcze gorzej.

Do Medanu dojechalismy na 7 wieczorem…

zaraz po Singapurze polecielismy do Padangu tylko i wylacznie po to zeby przekroczyc rownik. niech nikomu do glowy nie przychodzi nigdy robic tego samego. do miejsc takich jak Padang i cala zachodnia Sumatra jezdzic powinno sie tylko wowczas, gdy ma sie konkretny powod. inaczej bedzie to tak jak w naszym przypadku: porazka.

Sumatra dosc preznie rozwijala sie pod wzgledem turystycznym w latach 1990 ale od okolo 10 lat trwa seria lat chudych. partyzanci, powstania, wprowadzenie wiz dla obcokrajowcow, tsunami, pozary lasow… dzis juz praktycznie nikt nie odwiedza tej wyspy. Efekt jest taki, ze w wiosce nadmorskiej Bungus pod Padangiem, ponoc najpopularniejszej plazy w regionie, ze wszystkich hoteli otwarty byl tylko jeden, a w nim bylismy tylko my. jedyny otwarty hotel bezczelnie dyktowal ceny na poziomie Malezji albo Wietnamu oferujac w zamian uslugi na poziomie skandalicznym. W wiosce bylismy jedynymi turystami w wyniku czego caly czas musielismy odpowiadac grzecznie na pozdrowienia mieszkancow i prowadzic pelne szacunku konwersacje z zadnymi naszej uwagi tubylcami. Tubylcy w zasadzie byli przemili, choc uciazliwi w swej przemilosci. Widac bylo ze to dobrzy ludzie ale mimo to nie potrafilem przelamac sie do odwzajemnienia sympatii. Wioska byla najwiekszym slumsem jaki widzialem, kazde miejsce tonelo w smieciach, plaza byla pelna syfu, strumienie byly sciekami. Poniewaz mieszkancy sa muzulmanami, uwazaja oni koty i psy za zwierzeta nieszlachetne, przez co wszedzie roilo sie od bezdomnych kundli i kotow ze wszystkimi objawami chorob zakaznych. No i na dodatek, muzulmanscy mezczyzni na Sumatrze nosza dlugie paznokcie u lewej reki!

Za 20 dolarow (!!!! skandal !!) poplynelismy na pobliskie wysepki na caly dzien poplywac z maska i z fajka (snorkeling). Oczywiscie miejscowi rybacy zniszczyli dokumentnie rafe koralowa, ale zostaly kolorwe rybki. Wdrapalismy sie tez wysoko w gory na sam szczyt 3 pietrowego wodospadu. Prawie pionowo pod gorke przez dzungle, na szczescie znalazl sie lokalny chlopiec ktory nas przeprowadzil. Tero mial 4 pijawki na nogach, ja tylko jedna.

zostalismy tam 3 dni i stanowczo radze kazdemu zastanowic sie zanim tam pojedzie. w zasadzie cala Sumatre mozna tak podsumowac: najpiekniejsze, spektakularnie krajobrazy na swiecie, ale miejscowi ludzie psuja srodowisko naturalne i psuja turystom wypoczynek swoim zbyt przyjaznym i natarczywym zachowaniem. ale zdjecia mamy naprawde piekne…

nasze samoloty wyladowaly w kilkuminutowym odsytepie i zatrzymaly sie przy sasiadujacych ze soba bramkach. Singapur jest zupelnym przeciwienstwem Seulu: cywilizowany nie tylko jesli chodzi o technologie ale rowniez i kulture: ladne ciuchy w sklepach, nikt nie pokazuje palcem bialych i nikt nie mowi mi ze mam fryzure jak david beckham, bo tutaj ludzie wierza w dobrych fryzjerow. kluby sa super, ludzie maja szersze spojrzenie na swiat i zycie niz hermetyczni i ograniczeni koreanczycy. jest czysto i ladnie i pogoda jest doskonala.

znajomi Tero sa ekspatami w Singapurze, i maja mieszkanie w samym centrum, przy stacji Sommerset, na 18 pietrze, a na 9 pietrze na dachu jest basen, kort tenisowy, miejsce do grilla, restauracja, boisko do koszykowki i silownia i sauna sprowadzona z finlandii. dokola wysokie budynki z ktorych pewnie patrza na nas zazdrosnie pracujacy w biurach mlodzi gniewni tacy jak ja za 2 miesiace. w zasadzie pobyt w Singapurze ograniczal sie do restauracji i barow noca, zakupow po poludniu i basenem od rana do zakupow. bylo bardzo bardzo milo…

podróż

Brak komentarzy

właśnie zadzwonilem do Tero, on już za kilka minut wyjdzie z domu. najpierw statek, potem jeden samolot, drugi samolot jedna przesiadka plus jedno międzylądowanie i w rezultacie cala jego podróż będzie trwała 24h wiecej niż moja. lądujemy niemal jednocześnie w Singapurze. będzie super!!!!

walizki

Brak komentarzy

wszystko u mnie po staremu. weekend przepilem ze znajomymi i przesiedzialem przed TV. a dziś siedzę z całym spakowanym dobytkiem, 2 walizki zostają tutaj, malutki plecak jedzie ze mną. 5 kg kosmetykow i minimum ubrań.

jeśli dobrze pójdzie jesienią, to w roku 2005 będę miał rozpakowane rzeczy przez około 6 miesięcy. mniej wiecej. kto mi tego zazdrości? ja zazdroszczę tym co mają swój dom który nie jest tymczasowym miejscem przechowywania rzeczy, którzy wiedzą co się z nimi stanie za rok albo za 5. i którzy nie muszą lecieć na drugą półkulę żeby sie spotkać ze swoim chłopakiem.

ps: po chwili zastanowienia, Singapur jednak jest trochę na polnoc od rownika, wiec nie lecę az na drugą półkulę. nie jest źle;)

speedos

3 komentarzy

jako szanujący się Europejczyk stanowczo sprzeciwiam sie noszeniu Amerykańskich szortow, bermudow czy innych spedenek z dluga nogawka do kąpania sie w morzu i jeziorze.

nawet w ameryce w jakimś miescie w New Jersey zalegalizowano prawdziwe kąpielowki, ktore u nas są standardem. wieśniaccy Australijczycy też nie nosza speedosów, nazywają je budgie smugglers. że ja niby noszę papużkę falistą w majtkach???

bede nosil obcisle kapielowki z niskim stanem, japonskiej marki Jabs Waterboys. Musze je tylko kupic w sklepie w Singapurze bo tutaj nie ma.
double_struckout_white.jpg
Jabs Waterboys swimming trunks are meant to be worn low and snug as is the style in Japan. The super low waist trunks stretch very well, so if you are not comfortable showing too much of yourself, pick one size up.

oczywiście to nic ostatecznego ale pomysl na miejsca w ktorych bedziemy się leniwie zabawiać wlasnym towarzystwem i spędzać miodowe 2 miesiące.
ho_li_day_plan2-web.jpg

jakas tam gazetka przeprowadziła ankiete we wszystkich krajach europejskich na temat co nas wkurza. wśród Polaków na pierwszym miejscu (90% pytanych wskazało te odpowiedzi) mamy dwie rzeczy. Wkurza nas jak ludzie śmierdzą i wkurza nas jak plują.

moim nocnym koszmarem jest że jak już zaczne pracę w tej wielkiej azjatyckiej firmie, to w tym calym open-spejsie dostane biurko bardzo blisko toalety i będe słyszał przez otwarte drzwi kilkadziesiąt charknięc do zlewu albo do sedesu. najśmieszniejsze jest że koreańczycy czują się obrażani jeśli się mówi, że Korea jest fajna oprócz tego że ludzie plują. ja im wtedy mówię, że skoro to robią to nie powinni się obrażać jeśli ktoś stwierdza fakt, że to robią. a jeśli uważają to za niestosowne, to powinni przestać to robić a nie obrażać się że ktoś o tym mówi.

tak sobie przeglądam moje wpisy na tym blogu i coś niesmacznie mi sie zrobilo. jakąś kretyńską minę robię do całej tej zabawy przez ostatnie miesiące.

piszę o jednych rzeczach, pomijam inne, tak jakbym coś próbował przymanipulować, podmalować i najlepiej jeszcze potraktować jakimś skutecznym acz kontrowersyjnym dla konserwatywnych humanistów zabiegiem upiększającym. Botoks i peeling chemiczny dla własnej lajfstory, he he he. Zeby było kontrowersyjnie ale jednak fabulous. I efekt jaki? Dupa. Ani nie jest prawdziwie, ani nie jest fabulous.

Rzygać mi się chce od standardowego lejałtu, szlag mnie trafia jak musze załączać zdjęcia, obrabiać je w pirackiem fotoszopie zeby się w miarę zmieściły a potem i tak gówno. Bo co kurwa z tego że pstryknąlem fotę jakiejś palmie w Wietnamie? komu to ma imponować? bo mi by nie imponowało, gdybym to znalazł na cudzym blogu. I te gówniane historyjki, zastępujące ważne historie. Bzdu-ra. Albo jeszcze lepiej: zastępujące brak historii. Bo prawda jest taka że ja juz kurwa 5 miesiąc z rzędu siedze na dupie i nic kurwa nic ze sobą nie robie. Oczywiście jestem szczęsliwie z wzajemnością zakochany, i nawet bylem w kilku krajach od tamtej pory ale to i tak nic nie zmienia: siedze na dupie i niewiele się posuwam, ani do przodu, ani do góry. Ani nawet w bok.

I nawet caly wyjazd do Malezji, sumatry i chuj wie gdzie jeszcze nie ma az tyle sensu, bo po tylu miesiacach na dupie ja wcale nie potrzebuje wakacji. potrzebuje zrobić cos trudnego, coś czym bym się kurwa zmęczył, zebym mógł potem odpocząc. a nie pstrykać kolejne zdjecia kolejnym palmom.

wyslalem kolejny wsciekly mail do pana z HR wielkiej firmy i na nim troche rozladowalem swoją nieskanalizowaną agresję. jest taki nieprofesjonalny, ze mu się należy nawet bez powodu. i koledze z Paryża udowadnialem ze francja jest do dupy i francuska polityka też. szukalem zaczepki. oczywiscie chlopiec sie bronil, a ja go atakowalem i kurwa po co? najpierw z nudow czytam milion pozytecznych wiadomosci z kraju i ze świata a potem pastwie się nad biednym francuzem. tak jakby to kurwa mi bylo przyjemnie tlumaczyc sie cudzoziemcom z tego co robi jakiś w dupe niech go piorun jebnie Kaczyński?

musze pojsc na zakupy! zakupy to jest idealny sposob na skanalizowanie agresji. można bezkarnie wydrzec morde na sprzedawcow i sprzedawczynie. no, nie do konca bezkarnie, bo kiedyś doszlo do rekoczynow i musielismy uciekac, hehe …. Mariusz, jak to czytasz, to potwierdz, bo nikt nie uwierzy!!! Jak nas sklepowe gonily z Agricoopu na Natolinie i w calej przepychance kierownik polamal okulary. Kurna, to byly czasy :) Wtedy zapierdalalem na dwoch kierunkach dziennie i pracowalem za gownianą kase po nocach i weekendach 30 godzin w tygodniu. A nie tak jak teraz: siedze na leniwej dupie z trzecim dyplomem magistra i z lenistwa planuje sobie wycieczki egzotyczne i mam pretensje do wielkiej globalnej firmy ze na 2 miesiące przed czasem wciąż nie ma dla mnie dokumentow potrzebnych do stalego pobytu. Czy mi się w głowie przewrociło?


  • RSS