glupifiut blog

Twój nowy blog

bezczynność

1 komentarz

powietrze w Seulu zastygło i zrobiło się jak rzadka galareta, lepka i cuchnąca. Nie wychodzę z domu, bo jest za gorąco, chyba że w nocy. Wczoraj z sąsiadem przejechaliśmy chyba całe miasto a potem przegadaliśmy dobrą godzinę na brzegu rzeki. oczywiście rozmawialiśmy o polityce i o sprawach zjednoczonej Europy albo obrabialiśmy dupy koreańskim pedałom.

z ostatnich doniesień to tyle nalezy powiedzieć, że przez ten brak imprez i zbyt rzadkie spozywanie alkoholu wogóle nie panuje nad swoim organizmem. w sobotę spilem się do żałosności, nie pamiętam pół imprezy i gdyby nie dobry sąsiad, to bym pewnie nigdy do domu nie dotarł.

Tero już się zaczął przyzwyczajać do słońca: dziś pokazał mi przez kamerkę jak sobie usmażył twarz i spalił nos nad jeziorem gdzieś prawie w Laponii. Za tydzień się widzimy i już nie mogę się doczekać!!!

Poza tym woda mi cieknie z sufitu. Jutro o 8 rano (za 4 h! skandal!) przyjdzie „engineer” i będzie szukal przyczyny. tymczasem odłączyli prowizorycznie ciepłą wodę i zupełnie nie wiem po co bo woda dalej cieknie z sufitu. woda sobie kapie i czas plynie równie powoli. niechże już się ten tydzień skończy!!!

pakowanie

Brak komentarzy

wczoraj stracilem na wadze kilka kilo. a przynajmniej czuję się lzejszy o dobre 7 egzemplarzy pracy magisterskiej w twardych oprawach. prace zlozylem i wlasciwie juz po wszystkim. koniec studiow.

z rozpedu nakupowałem kilka butelek produktow do opalania i zaczalem sie pakowac, pomimo ze wyjeżdzam dopiero za tydzien! nawet więcej niż tydzień.

moja lista znajomych dostępnych online na MSN ma w tej chwili 12 osób. Oto ich miejsca pobytu: Berlin, Paryz, Tokio, Helsinki, Seul, Malmo, Nagoya, Luksemburg, Warszawa, Praga, Paryż, Seul.

Bez sensu? po co komu ta globalizacja skoro nie można z nikim się spotkać i napić piwa?

lekcja

Brak komentarzy

jadąc na lekcje koreańskiego wiedziałem że z całej grupy będą dziś tylko 2 osoby. I dlatego nie wypadało nie przyjść… tak przynajmniej myślałem. ta druga osoba jednak myślała inaczej i zadzwoniła do nauczycielki mówiąc, że nie przyjdzie. zostałem sam na polu bitwy. zaproponowałem nauczycielce że możemy się rozejść i nikomu nic nie mówić, ale ona uparła się żeby lekcja się jednak odbyła. W rezultacie przez bite 2 godziny zegarowe musiałem produkować się po koreańsku. mówiłem o szkole w polsce i we francji, o pracach jakie wczesniej robilem, o kosmetykach, o zakupach, o wakacjach, o kuchni polskiej i angielskiej i o wielu innych tematach.

może jednak sie nauczę tego języka?

byliśmy na spektaklu baletowym. jezioro łabędzie w wykonaniu męskiego baletu z Londynu. bardzo baaardzo fajny show. a potem całą noc polowaliśmy na łabędzie ze spektaklu w gejowskich klubach w Seulu. na szczęscie nie ma ich tak dużo (klubów), więc bez trudu udało nam się odnaleźć kilku tancerzy, ale nie pogadałem z żadnym. za to bawiłem się znakomicie do białego rana … z resztą drugą noc z rzędu, bo w piatek zaliczyliśmy club crawling do 6 rano.

wygląda na to że już po wszystkim. napisałem prace magisterską, wszyscy trzej profesorowie oceniajacy z zachwytem przyklasneli i pogratulowali… ale czy naprawde tak dobrze się spisałem? a może po prostu tak tylko mówią, że dobrze, bo nie chce im się czytać pracy i ją poprawiać. no i wreszcie, żaden z nich nie jest aż takim ekspertem z telewizji cyfrowej, żeby móc zgłaszać zastrzeżenia merytoryczne. jedna rzecz jest pewna: koniec studiów!

kupilem bilet! 63 dni na rowniku. to nawet wiecej niz miesiac miodowy, to prawdziwe wakacje !!!!

za 4 tygodnie spotykamy sie w Singapurze i jedziemy potem smazyc sie i nurkowac w Malezji :) mmmmmmmmmmmmm

dzis wieczorem nawrzeszczałem na pana z HR wielkiej firmy azjatyckiej.

kase przelewają mi raz w miesiącu 15-ego, prawie nigdy sie nie spozniaja. raz sie spoznili i przeprosili. tym razem 17-ego poinformowalem w mailu, ze kasy nie ma, 18 ponowilem informacje, 19 wyslalem rano maila z kopią do wszystkich szefow, niezwlocznie dostalem odpowiedz z przeprosinami i z obietnicą ze dopilnują zeby przelew poszedl tego samego dnia. Nie poszedł. 19 w porze obiadowej zadzwonilem i zapytalem czy sobie robią jaja. Koleś wielce zdziwiony, mowi ze przeciez sprawdzal, bla bla bla. Wieczorem o 18 wciaz kasy nie bylo, zadzwonilem i wydarlem mordę. 2 godziny pozniej kasa byla w bankomacie. Dla tych co nie wiedzą: tutaj jest Korea i nie ma tak, żeby przelew był w drodze. Transfer zajmuje ułamek sekundy i nie ma takiej opcji, żeby dzialala siła wyższa. Ktoś nawalil i kropka.

teraz tylko głupio mi jest że nakrzyczalem na faceta. Co prawda miałem rację, ale żałuję, że nie miałem więcej siły wewnętrznej na stłumienie emocji. Chciałbym nauczyć się kontrolować złość i nie pokazywać uczuć. Bo tylko osoby niepewne siebie krzyczą. W tym przypadku byłem taką osobą: jasna sprawa, byłem bez kasy i jak kretyn codziennie od poniedziałku sprawdzałem czy przyszedł przelew. Mój krzyk był tylko przejawem mojej sytuacji finansowej, bo gdybym miał coś w zapasie, to bym męczył kolesia zachowując przy tym więcej klasy.

Jaki wniosek: pieniądze są potrzebne, bo dają pewność siebie i pomagają zachować dystans i pozwalają nie stresować się błahymi sprawami… (bo przecież sprawa była błaha, firma ma ze mną 4 letni kontrakt, kasę i tak bym dostał…) A zatem, czas zabierać się za zarabianie i za oszczędzanie :)

1. praca magisterksa zaakceptowana. Profesor mowi, że jestem gotów do robienia doktoratu. Ha ha. oczywiście że chcialbym zrobić. Ale ja już chce zarabiac kase. Duzo kasy. Ale będę oszczędzał na to, zeby sobie moc zrobić przerwe w karierze na doktorat.

2. nie ma dobrych mediow. ani sensownej telewizji nie ma w Korei, w radiu same gadające glosy, szytwne na kształt programu 2 Polskiego Radia. muzyka 100% lokalna, czyli chu-jo-wa. I nie znam żadnego sensownego portalu internetowego, sformatowanego dla grupy odbiorcow o moim profilu. Liczylem na portale dla gejow, ale gówno. One są dla pedalskiego motłochu. Kretyńskie artykuły i wciąż to samo. A nawet goli kolesie przeciętni. Juz wolalbym żeby byli brzydcy, to by mialo jakąś wymowe artystyczną.

3. Nie lubie własnego bloga. W kółko piszę to samo, graficznie wygląda on żałośnie. sama formula pamiętnika jest słaba. Ja chce coś animowanego, dynamicznego, odjechanego. Ale nie umiem tego zrobić, i nie chce mi się nauczyć.

4. Dziś pierwszy upalny dzień. Wilgoć taka jak na basenie krytym, temperatura o kilka stopni za wysoka. Czulem się kiepsko cały dzień, przespalem cale popoludnie i znowu nie bede spal w nocy.

przez najblizszy miesiac wlasciwie nic nie musze robic. moge sie zmusic do uczenia sie słowek koreańskich albo do ćwiczenia, ale nic nie jest pilne ani szczególnie ważne. Nie mam nadwagi a więcej mięśni nigdy mieć nie chciałem, zatem ćwiczenie zupełnie jest zbyteczne. Szczególnie że ruchu mi nie brakuje, codziennie minimum 2 godziny spędzam przemieszczając się na rowerze po mieście.

Firma twierdzi, że język jest najważniejszy, i oczekują że sie wszyscy nauczymy… hmm, i tak się nie nauczę języka porządnie dopóki nie poznam znacząco licznej grupy koreańczyków z którymi będę chciał się zaprzyjaźnić. A że od dwóch lat nie spotkałem nawet takich ludzi (przepaść kulturowa jest nie do pokonania), to choćbym nie wiem ile się uczył, i tak mój koreański będzie sztuczny i wyuczony. A na dodatek, Koreańczycy śmieją się z cudzoziemców mówiących w ich języku. Więc lepiej onieśmielać ich dobrym angielskim niż wystawiać się na żarty ze strony kolegów w pracy. No i wreszcie, chodzę na kurs językowy z ludźmi, którzy już pracują w tej samej firmie, na tych samych zasadach co ja. I nie umiem tyle samo co oni, pomimo że oni są o rok dłużej w Korei, nawet od kilku jestem wyraźnie lepszy. Więc, jeśli oni nie muszą mówić lepiej po koreańsku żeby zarabiać kasę i robić karierę, to chyba ja też nie muszę.

I tak dwie pożyteczne rzeczy które mógłbym teraz robić okazują się nie do końca konieczne. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, ze należy porównywać się z najlepszymi, bo supermodele mają lepsze ciała i super mózgi uczą się języków szybciej. Ale jak się nad tym zastanowic… choćbym nie wiem co zrobił ze swoimi mięśniami i kratką na brzuchu, i tak będę o minimum 10 cm za niski, żeby móc porównywać się z pierwszą ligą. I choćbym udowodnił światu, że jestem super mózgiem zdolbym do opanowania języka w kilka miesięcy, to tak ta firma, i każda inna, zaoferuje 3 razy więcej amerykaninowi ktory nie zna językow, ale zrobil licencjat na Harvardzie. Zaś sobie nic nie muszę udowadniać. Rok temu na wiosnę doprowadzilem moje ciało do stanu jak na moje oczekiwania idealnego, a 10 lat temu po wyjeździe do Francji, języka nauczylem się w kilka miesięcy tak by moc chodzic do szkoly, pisac klasówki zi dostawać dobre stopnie. Wszystko dzięki wysiłkowi i ciężkiej pracy. Z tym, że teraz nie chce mi się udowadniać tego samego po raz drugi podejmując nadludzki wysiłek i skupiając energię w 100% na jednej rzeczy. A więc ćwiczenia i słówka koreańskie odpadają.

Może ktoś ma pomysł, czym się zająć przez najbliższy miesiąc? Tzn, dopoki nie wyjade na wakacje w ciepłych krajach?


  • RSS